Zmiana odrzucona – przyszłość zaprzepaszczona?
Wszyscy mówią o zmianie. Prawie nikt nie działa.
W mojej aktualnej comiesięcznej kolumnie dla Kölner Stadt-Anzeiger analizuję, dlaczego Niemcy mają tak duże trudności z transformacją i co potrzeba, żeby odzyskać odwagę do kształtowania przyszłości, zamiast tłumaczyć, dlaczego rzekomo nie da się jej kształtować.
2016 rok, warsztat w jednym z dużych niemieckich producentów samochodów.
Wspomnę Teslę jako przykład radykalnej zmiany. Część menedżerów śmieje się: „Auta są słabo wykonane. Zasięg? Żadnego porównania." Moja Tesla jeździła już wtedy 400 kilometrów na jednym ładowaniu.
Stało się dla mnie jasne: dopóki brakuje woli do zmiany, nawet najlepsze warsztaty nic nie dadzą. Ta wola musi pochodzić od wewnątrz.
Dziś widzimy: żaden z niemieckich producentów - ani VW, ani Mercedes, ani BMW - nie ma przekonującej strategii na przyszłość. Wszyscy zwalniają pracowników, ich dostawcy są pod presją. Tymczasem Tesla mimo wszystkich dyskusji wokół Elona Muska nadal rośnie - a chińskie firmy również wyprzedzają. Dziesięć lat temu niemieccy producenci mocno trzymali się w czołówce światowej. Dziś żaden nie jest już w pierwszej piątce.
Problem nie dotyczy tylko branży motoryzacyjnej. Innowacyjność Niemiec kruszy się. Nasz system edukacji, infrastruktura i wiele innych rzeczy przestały prowadzić.
Pacjent mojej żony ujął to niedawno dobitnie. Wrócił pełen entuzjazmu z Chin i powiedział: „Właśnie wróciłem z przyszłości." Tam cyfryzacja, infrastruktura i mobilność rozwijają się w tempie, które jest u nas nie do wyobrażenia.
Pytanie brzmi: czy wykorzystujemy takie obserwacje, żeby stać się bardziej ambitni, czy pozostajemy przy wskazywaniu palcem?
Bo właśnie to często się dzieje: podczas gdy inne kraje odważnie inwestują, my szukamy wymówek. Mówimy: „W Chinach to możliwe tylko ze względu na ustrój polityczny." Ale to nic innego jak postawa ofiary. Zamiast kształtować, usprawiedliwiamy stagnację.
Dlaczego mamy z tym takie trudności? Siła przyzwyczajenia to część odpowiedzi. Ale jest coś więcej: brak ambicji, brak ciekawości, brak pilności. Zmiana jest niewygodna, wymaga energii i odwagi. Ale kto jej odmawia, ten przegrywa - w globalnej konkurencji, w firmach i osobiście.
Co więc robić?
Jako społeczeństwo musimy przestać kultywować wymówki. To nie tylko strach przed kryzysami powinien nami poruszać, lecz nadzieja na lepszą przyszłość dla naszych dzieci. Potrzebujemy edukacji przygotowującej na jutro, administracji myślącej cyfrowo i infrastruktury, która nas napędza, a nie hamuje.
Firmy muszą znowu stać się tym, co obiecuje ich nazwa: miejscami przedsiębiorczości. Nie zarządzać starymi strukturami, lecz tworzyć nowe. Kreatywność nie rodzi się z prezentacji PowerPoint ani niekończących się uzgodnień, lecz z ludzi, którzy działają odważnie. Pracownicy nie muszą czekać na „wielką transformację" z góry. Zmiana zaczyna się od małych rzeczy: likwidowania nieefektywnych spotkań, eksperymentowania z pomysłami, pozyskiwania sprzymierzeńców. Kto chce kształtować, nie potrzebuje pozwolenia - tylko pierwszego kroku.
A my jako jednostki? Zmiana zaczyna się tam, gdzie opuszczamy swoją strefę komfortu. Wymiana z ludźmi, z którymi nie zgadzamy się we wszystkim. Świadome zmienianie rutyn, by wprowadzać nowe impulsy. Zamiast dyskusji: odważne próbowanie, podejmowanie decyzji, dawanie i wymaganie informacji zwrotnej. Zmiany się nie deleguje - zmiany się żyje.
Wola do zmiany jest jak mięsień. Kto go nigdy nie używa, ten go traci. Kto go trenuje, ten go wzmacnia. Z każdym razem łatwiej jest próbować czegoś nowego, tolerować niepewność i przesuwać granice. To jest właśnie klucz: nie możemy urządzać się w tym, co znane. Stagnacja wydaje się wygodna - w rzeczywistości to cofanie się.
Dobra wiadomość: zmiana jest możliwa. Zaczyna się od ciekawości, dyscypliny i decyzji, żeby być sprawcą - nie ofiarą.
Z niczego nic nie powstaje.